Strony

wtorek, 17 kwietnia 2012

YT wiosenny makijaż bez precyzji...

     Wczorajszy dzień nie mogę zaliczyć do udanych, mimo że nie byłam pracy i cały dzień miałam wolny. Dopadły mnie jakieś smuty i zabrakło mi trochę wiary w człowieka. Z smutną minką włączyłam youtube'a i tym sposobem natrafiłam na filmik użytkownika FigielkaUK. Rozbawił mnie na tyle, że postanowiłam wam się z nim podzielić ...



Have fun!

Co myślicie o tym filmiku? Mnie on strasznie rozbawił i sama zaczęłam się zastanawiać nad pokazaniem wam mojej wersji zdjęciowej tego 'projektu'. Dołączycie się?

ŻEGNAMY ZIMĘ, WITAMY WIOSNĘ!!!
Chcemy ciepełko!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Woda wodzie nierówna, czyli woda brzozowa.

      O cudownych właściwościach wody brzozowej możemy poczytać na wizażu, czy innych blogach naszych koleżanek. Ja sama wpadłam w manię wcierania i nie ma dnia, żebym nie sięgnęła po buteleczkę z magiczną substancją.
Ale. Niestety jest ale. Mogłoby się wydawać, że woda brzozowa powinna być taka sama bez względu na firmę, która ją produkuje. Dwiema wiądącymi firmami są Barwa i Kulpol. O ile ta druga naprawdę działała cuda, to ta pierwsza raczej zniechęca mnie do dalszego korzystania...
Woda brzozowa z Kulpolu ma ładny zapach i kojarzy mi się trochę z moją babcią (ale to z pewnością nie jest woń fenoloftaleiny=)). Zużyłam całą buteleczkę i byłam zachwycona. Łupież się zmniejszył, włosy zaczęły szybciej rosnąć (w ciągu tego miesiąca stosowania wcierki niestety musiałam podciąć końcówki). A ile nowych babyhair!. Nie powodowała u mnie uczucia swędzenia i stwierdziłam, że latem będzie fajną alternatywą dla odświeżenia skóry głowy spod kapeluszy czy chust. Uwielbiam kiedy zimny płyn spływał mi po skalpie. Kolejną wielką zaletą tego produkty było to, że zmniejszył przetłuszczanie włosów. U mnie nie był to pożądany w jakiś szczególny sposób zabieg, ponieważ nie mam z tym problemu, ale koleżanka, która nocowała u mnie niedawno pokochała własnie za to tą wodę, ponieważ musi myć włosy codziennie. Kiedy przyszłyśmy po 12 godzinach z uczelni nie miała już siły na nic i stwierdziła, ża najwyżej na drugi dzień zwiąże je gumką. Dałam jej jednak spróbować wody brzozowej i na drugi dzień nie było widać, ze włosy wcześniej nie zostały przez nią umyte =).
Muszę przyznać, że miałam problem z aplikacją. Mimo że buteleczka ma małą dziurkę w dozowniku to i tak kiedy lałam płyn na palce, większość mi ściekała na podłogę, a reszta wsiąkała we włosy zanim zbliżyłam palce do skalpu. Potem wodę lałam prosto z buteleczki i dla mnie bylo to najlepsze rozwiązanie.
Wodę brzozową z Kulpolu kupiłam przez internet i zapłaciłam ok 9zł z przesyłka, ponieważ nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Wtedy z pomocą przyszła inna koleżanka, której mama prowadzi sklep drogeryjny. Kinga kupiła mi dwie buteleczki i niestety... z Barwy.

Woda brzozowa z Barwy po prostu śmierdzi spirytusem. Po odkręceniu nakrętki widzimy wielką dziurę, przez którą nie da się nalać rozsądnej ilości płynu na skórę głowy jak wcześniej. Przelałam więc całą zawartość do buteleczki z atomizerem i to jest nawet dobry pomysł. Ale po aplikacji przez chwilę skóra mnie swędzi i niestety mam wrażenie, że zamiast usuwa łupież- powoduje go. Może to jest tylko jakieś moje złudne wrażenie, może to się z tym nie wiąże, ale problem mi się nasilił właśnie podczas użytkowania wody z Barwy. Daję jej szansę, może moja skóra musi się przestawić, albo to nie od tego. Na pewno poprawia ukrwienie głowy, dzięki czemu włoski które rosną są mocniejsze. Opakowanie jest szklane wiec pewnie, gdybym jej nie przelała do czegoś plastikowego, biorąc pod uwagę moją gapowatość, po prostu wypadłaby mi z rąk i się rozbiła. Dla porównania Kulpol dystrybuje wodę w plastikowych buteleczkach. Butelka Barwy kosztowała 5.30 w sklepie drogeryjnym.

PODSUMOWANIE: Wodę brzozową polecam z całego serca i z przekonaniem, że jest to produkt dobry dla naszych włosów, ale tylko jeśli jest to produkt Kulpolu. Tą z Barwy zdecydowanie odradzam...
Efekty wcierania: mnóstwo nowych babyhair, szybsze tempo wzrostu włosów, mam wrażenie, że cebulki są mocniejsze, aczkolwiek nadal borykam się z wypadającymi włosami (pewnie za krótko ją jeszcze używam), zmniejszenie tempa przetłuszczania włosów i zmniejszenie powstawania łupieżu.

Na koniec parę słów o sposobie użycia: codziennie (oprócz dni kiedy myję włosy, ale nie jest konieczna przerwa) spryskuję przedziałki odrobiną wody brzozowej i staram się ją delikatnie wmasować w skórę. Nie spłukuję.

Myślę, żeby jakoś "podrasować" to cudo. Wiecie może czy mogę coś dolać do buteleczki? I jak tak to co i w jakich proporcjach?

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Mój wielkanocny look

Wiosna jest bardzo inspirującą porą roku. Tym bardziej, że w świąteczne dni miałam więcej czasu na makijaż niż w dniu w których  maszeruję do pracy. Dziś powiekę pomalowałam w różowo-fioletowych kolorach. Myślę, że wyszło ładnie, niestety na zdjęciu kolory trochę się wymieszały i straciły na wyrazistości.
Ten sam makijaż wykonałam u mojej mamy. Mimo że kształt jej oka jest zupełnie inny i nie posiada tak mocno opadającej powieki, to wygląda to równie poprawnie jak u mnie.
Skorzystałam z paletki Lovely z Wibo. Jest to paletka rozświetlająca o numerze 05. Na codzień używam głównie brązu i jak widać jest on najbardziej zużyty. Gąbeczki już dawno mi się zgubiły, ale i tak rzadko je używałam. Kolory na zdjęciu o dziwo są adekwatne do tych z rzeczywistości =) Cienie są dosyć trwałe więc mam zamiar w przyszłości dokupić inne wersje kolorystyczne.

Na poniższym zdjęciu możecie zauważyć, że moje włosy w końcu nabrały blasku. Nie wiem czy to zasługa olejowania czy henny, a może obu metod na raz? Nadal są trochę płowe, ale myślę, że jestem już na dobrej drodze do wygrania boju o włosy. Końcówki nie są tak zniszczone jak kiedyś, podcięłam je całkiem niedawno. Dzis spryskałam je odrobiną lakieru, żeby podkreślić skręt.





A wam jak mijają święta obżarstwa?


czwartek, 5 kwietnia 2012

Happy Easter!!!

Z dala słychać trzask gałęzi,
to zajączek przez las pędzi.
Chociaż Wielka jest sobota,
ciężka czeka go robota.

Z hukiem wpada do kurnika,
bierze jajka, szybko znika,
w drodze wszystkie je maluje,
z trudem tempo utrzymuje.

Z pisankami zdążyć musi
zanim z Rezurekcji wrócisz.
Potem trochę chłop odpocznie,
w ciepłym gniazdku sobie spocznie.

Miejsca długo nie zagrzeje,
coś mu się nagłowęleje.
Głośno śmieje się baranek:
To już Lany Poniedziałek!

Wesołych Świąt :-)


zdjęcie pochodzi z http://katiealves.deviantart.com/

wtorek, 3 kwietnia 2012

Domowy, skuteczny sposób na zaskórniki

Od długiego czasu borykam się z zaskórniakami na twarzy. Nie pomagają peelingi, większe brzydactwa może i da się wycisnąć, ale wolę nie przesadzać. Jakiś czas temu znalazlam na kanale Czarszki na yt filmik dotyczący domowego, a co najważniejsze-skutecznego sposobu na zaskórniki. Zaskoczona tak małą ilością składników na plasterki oczyszczające, czym prędzej pobiegłam do kuchni.
A czemu właśnie tam?
Chyba każda z nas ma na swoich półkach mleko, żelatynę, miseczkę i łyżeczkę? 
Wystarczy, że zmieszamy 1 łyżeczkę żelatyny z 1 łyżeczką mleka. Całość nie wygląda najlepiej, tworzą się grudki, ale wystarczy mocno rozmieszać i włożyć do mikrofalówki na 10s (krok konieczny)

A ponieżej zdjęcie przedstawiające papkę tuż po wyjęciu z mikrofali. Musimy odczekać chwilę, żeby całość troszkę ostygła i wtedy możemy ją cieńką warstwą nakładać na twarz. 
WAŻNE: Miksturę można nakładać wyłącznie na nos, brodę i ewentualnie nad łuki brwiowe, ponieważ jest to bardzo mocna mieszanka, która może podrażnić delikatną skórę policzek. Nakładamy cieńką warstwę- tu im mniej znaczy więcej, ponieważ jeśli nałożymy jej za dużo to się nie stężeje i nic nam nie wyciągnie. Nakładając palcami warto maczać je w miejsca, gdzie nie ma grudek żelatyny.

Jeśli dotykając ją palcami, czujemy, że jest sucha (nie powinna się lepić) ściągamy ją szybki ruchem jak maseczkę. Oczyszczamy twarz, ale ja nie daję od razu kremu, żeby nie zapchać skóry.
Ja testowałam ją parę razy, za każdym razem zmieniając ilość nałożonego specyfiku. Nie zawsze działała, dlatego gdy po pierwszym razie nic nie zauważycie nie zrażajcie się.
Jeśli wykonacie wszystko poprawnie, to po ściągnięciu na płatach zauważycie wyciągnięte zaskórniki!!!
Oczywiście nikogo nie namawiam do tego sposobu i jeśli macie bardzo delikatną cerę, lepiej nie próbujcie.
Jeśli się zdecydowałyście, a może już kiedyś próbowałyście tego sposobu, napiszcie o tym w komentarzu, Chętnie przeczytam wasze doświadczenia =)


niedziela, 1 kwietnia 2012

Lakierowe love

Witajcie, w końcu dzisiaj udało mi się uwiecznić moją skromną kolekcję lakierów do paznokci. Skromna, bo niedawno dużo musiałam wyrzucić do kosza, na szczęście żaden z wyrzuconych lakierów nie był moim ulubionym. Sporo kolekcji musiałam oddać mamie, bo gdy mieszkałyśmy razem lakiery z reguły były wspólne. Jej skapnęła się większa część nudziaków, ja pozostałam wierna kolorom.
W tym tygodniu lakierom zrobiłam małą przeprowadzkę, ponieważ wcześniej znajdowały się w czerwonym, wiklinowym koszyczku. Niestety stare mieszkanie zrobiło się za małe, na dodatek większość z nich musiała leżeć, bo przewracały się na nierównym dnie. Teraz do dyspozycji mają przytulny kuferek. Co się w nim dokładnie znajduje?
Jak widać na poniższym zdjęciu nie mam już miejsca na nowości i pewnie w niedługim czasie znów zarządzę przeprowadzkę. Kuferek niegdyś należał do kolczyków, które sama robiłam, niestety rynek mi się skończył, a to cudeńko stało puste. Lakiery mają tam pełne wygody, ponieważ ich nowe lokum jest usztywniane, wyściełane czymś w rodzaju weluru, a ja mogę je spokojnie zabrać ze sobą trzymając za długą rączkę.

~*~
Przejdźmy do krótkiej prezentacji...

French Duo Color Wibo
szaro-czerwony
2x5ml
kolor nr 04
 
Oriflame 8ml
- PRLY BEIGE
- DARK BROWN
Wibo- Nail Care 11 ml
Oriflame- growth boooster 7 ml
Eveline- Witaminowy french manicure - 553 Beige
Venita- Visage color- L17 - 10 ml
Venita- Perfect color- P4- 10 ml 
Ados- Extra Long Lasting -584- 9ml
Safari- 12 ml (fiolet, błękit, czerń)
Vollare- Da Vinci - 321- 10 ml
Wibo- 
Extreme Nails 9,5 ml
(biały z różowym refleksem i złoty)
Express growth 8,5 ml
(fioletowo-zielony i szary)
Golden Rose- Classics Glamour- 138- 11 ml
Pease- 57- 9 ml
Golden Rose- Care+Strong- 172- 11ml
Delia Cosmetics- Coral Prosilk-64- 10ml

A jak podoba się nowy wygląd bloga? =)

wtorek, 27 marca 2012

Wiosenny haul kosmetyczny.

Dawno nie miałam aż tak dużych zakupów w jednym tygodniu. A obiecałam sobie oszczędzanie, bo ten miesiąc mocno nadwyrężył nasz budżet domowy. Tym bardziej, że zbliża się maj, w którym wybieramy się na długi weekend do Karpacza, a także planuję zmianę telefonu (Samsung Ch@at- ma ktoś?).
Ale do rzeczy. Oczywiście muszę się poskarżyć na światło- przychodząc z pracy zastaję już szarówkę, teraz po zmianie godziny jest lepiej, więc zdjęcia w nowych postach będą wyraźniejsze. Dziś wystarczy, że widzicie co wam chcę opisać =)
Na pierwszy ogień idą kosmetyki do włosów.
Nie będę się jednak rozpędzała z opisaniem ich, ponieważ planuję dość obszerną notkę dotyczącą pielęgnacji włosów.
1) Woda brzozowa- nie wiem gdzie to cudo było przez całe moje życie. Cena ok 4 zł
2) Olejek Alterra- chyba już szerzej przedstawiać nie muszę?
3) Henna creme Delia- czekoladowy brąz - ok 4-5 zł

Avon- ogólnie na zakupy namówiła mnie mama, ponieważ ja sama nie lubię zbytnio tej firmy, wolę Oriflame. Jednak z tych kosmetyków jestem naprawdę zadowolona. Mam tylko zastrzeżenia do maskary i już wiem, że więcej jej nie kupię. Ale do rzeczy:
1) Puder prasowany- Color Trend- 10g - bardzo brakuje mi puszka, bo do kosmetyku została dołączona jedynie gąbeczka. Dzień wcześniej kupiłam znany wszystkim puder z Rossmana Synergen zupełnie zapominając o swoim zamówieniu. Na tle Synergena wypada lepiej, dlatego Avonowski produkt zawitał na półce w łazience, za to Rossmanowski znalazł się w torebce.
2) Korektor Color Trend-  perfect and hide- kolor light - zdecydowanie wolę korektory w płynie, w pędzelku. Ale ten daje sobie świetnie radę i jest o dziwo dobrze dopasowany do mojej karnacji.
3) Maskara- Avon Extend- jak dla mnie mały bubel. Bez wprawy w nakładaniu bardzo szybko zasycha, ma małą szczoteczkę, czego bardzo nie lubię. Wydłuża rzęsy, ale wolę jednak mojego Air Max'a z Astora.


No i moje dwa największe rozczarowania z Oriflame.
1) Gąbeczki veryme - uprzednio nawilżone wodą (oczywiście filtrowaną) sprawiają, że podkład zużywany jest w mniejszych ilościach, nie babram już sobie rąk i ogólnie nałożenie jest bardziej perfekcyjne. Trudniej jest uzyskać nie rozsmarowaną linię. Wadą produktu jest na pewno to, że nie da się ich doczyścić, ale już wiem, że zagoszczą u mnie na dłużej.
2) Face Primer- wygladzająca baza pod podkład. O ile podkład dobrze się rozprowadza, serio wygładza cerę i nie roluje sięz podkładem, to jakiś super zmian nie zauważyłam. Będę stosowała, bo szkoda kosmetyku. Próbowałam zastosować do cieni do powiek, ale na tej linii katastrofa. Cena ok 17 zł w promocji- cena regularna 26 zł
3) Mono eye shadow- granat- kolor nieziemski, niesamowicie napigmentowany... ale co z tego? Strasznie mi szkoda tego cienia, ale po nałożeniu utrzymuje się w stanie nienaruszonym może przez godzinę. Później na powieki nie muszę nakładać eyelinera, tak pięknie się wciska w załamania, a po 3-4 nie ma go w ogóle na powiece (oprócz wspomnianych kresek) =( Szkoda, szkoda, szkoda. Wyżej wymieniona baza przedłuża trwałość, ale unikniemy tylko znikania. Może z dobrą bazą wytrzyma dłużej? Ale nie będę przecież dla jednego cienia wydawała kasę na dobru produkt. Cena cienia - 9zł

 BeBeauty
1) peeling do ciała z winogron i ze skorupką z orzecha- co za zapach!!! Wystarczy otworzyć słoiczek (notabene uwielbiam takie opakowania) a po łazience natychmiast roztacza się miła woń. Zawiera dosyć duże drobinki i polecam go głównie i w sumie wyłącznie na okolicę ud. Cena 4 zł - Biedronka. Nie wiem czy to cena regularna, ponieważ oba produkty kupiłam w promocji
2) Masło do ciała ujędrniające- Brazylia- nawet nie otworzyłam, żeby nie kusić. Mam do wykończenia inne ujędrniające cudeńko do ciała i mam zamiar dobić dna =-)
Ziaja - ulubiona firma kosmetyczna ze względu na działanie no i nie oszukujmy się- na cenę =)
1) Krem do rąk- kozie mleko- do skóry skłonnej do zmarszczek - cóż mogę powiedzieć. Uwielbiam, nie wyobrażam sobie torebki bez tej tubki. O ile opakowanie jest dla mnie problematyczne przy końcowej ilości produktu, to samo działanie jest rewelacyjne. Doskonale nawilża no i ma przyjemny zapach. W moim miasteczku przepłacałam- 7 zł. W Rossmanie kupiłam za 5 zł. Dodatkowo dostałam prezent nr 2 ->
2) Oliwkowy balsam do ust- przypomina mi trochę wazelinę. Ładnie pachnie, jest poręczne, ale zostawiam go na półce przy lustrze, bo torebkę już mam zawaloną takimi pierdołkami, a nawilżenie jest na tyle duże, że nie potrzebuję go ciągle używać. Dlatego ląduje u mnie na ustach tylko rano.
3) Żel pod prysznic Sopot Spa- uwielbiam żele z Ziaji. Tyle. Chyba tez nie muszę szerzej przedstawiać?

To tyle. Nie będę się więcej rozpisywać, produktów jest dużo i chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli chcecie obszerniejszej recenzji któregoś z kosmetyków piszcie w komentarzach. 
Zapraszam na kolejny post który dotyczyć będzie pięlęgnacji włosów.