Witajcie po ponad dwutygodniowej przerwie. Coś stało się z moją systematycznością, ale pozwolę sobie nie rozdrabniać się na szczegóły w tym poście i jakąś organizacyjną notkę wrzucę wkrótce.
Dziś chciałabym was zaznajomić z produktem z którym nie wiązałam zbyt dużych oczekiwań. Mowa o kosmetyku z firmy Soraya, Balsam do Ciała wyszczuplająco-antycellulitowy Summer Slim.
Jak wiadomo, mazidła są jedynie wspomagaczami w walce z pomarańczową skórką. Aby zniszczyć ją szybciej i dokładniej niezastąpiona jest odpowiednia dieta uboższa w węglowodany i tłuszcze oraz przede wszystkim ruch.
Nie mam zamiaru sobie rezygnować z przyjemności w kuchni, jestem wystarczająco chuda, a mój ruch to opieka nad dzieckiem i średnio długie spacery. Mimo wszystko dołożyły się do tego czynniki genetyczne i moje uda nie cieszą się zbyt jędrnym wyglądem. Dlatego ucieszyłam się kiedy od sklepu internetowego wizaz24.pl dostałam do testów balsam do ciała o działaniu antycellulitowym.
Opakowanie: biała, estetyczna butelka o pojemności 400 ml. Niestety jest jak to bywa w tego typu produktach nie jest przeźroczysta i nie wiem kompletnie ile mi zostało produktu po miesiącu jego użytkowania. Ale wielkim plusem jest to, że posiada on pompkę, co ja osobiście cenię bardzo wysoko. Na dodatek jest ona zabezpieczana, dzięki czemu bez obaw mogę wrzucić ją do walizki, kiedy jadę do rodzinnego miasteczka.
Konsystencja produktu jest bardzo gęsta i wg mnie jest od dość wydajny. Wchłania się szybko, aczkolwiek na źle osuszonej skórze, czyli np. takiej świeżo "wyciągniętej" spod prysznica może sprawiać problemy. Nie bieli skóry, nie zostawia tłustej warstwy, ale zdziwiłam się kiedy zauważyłam, że pozostawia coś w rodzaju poświaty, która rozświetla posmarowaną partię naszego ciała.
Nie powoduje uczucia gorąca czy zimna, ani nawet mrowienia. I tu widzę jedyny minus produktu, bo ja uwielbiam efekt chłodzienia jak na przykład po Slim Ekstreme.
Balsam w swoim składzie zawiera zieloną herbatę oraz kofeinę, która jak wiadomo jest powszechnie znana jako doskonały środek w walce przeciw cellulitowi. Latem nie sięgam po peelingi do ciała, ale nie długo zacznę znów zdzierać się własnym peelingiem kawowym, który w połączeniu z tym balsamem powinien do wiosny zdziałać cuda. Jak nie więcej.
Wg producenta:
- wyraźnie zmniejsza objawy cellulitu TAK
- stymuluje przemianę materii i spalanie tłuszczu TRUDNO POWIEDZIEĆ
- skutecznie wyszczupla RACZEJ NIE
- redukuje zaokrąglenia TRUDNO POWIEDZIEĆ
- doskonale ujędrnia oraz detoksykuje TAK
- zawiera ekstrakt z zielonej kawy oraz kofeinę
Balsamu, mimo jego innych zastosowań, używałam tylko na uda. I o ile nie spodziewałam się większych efektów po miesiącu stosowania, to ja już widzę różnicę, głównie w strefach mniej objętych cellulitem czyli np. przód nóg i okolice kolan. Pupa jest jeszcze do poprawki, tak samo jak tył ud, ale wierzę, że wszytsko da się zrobić. W tamtym roku za długo czekałam na zmianę i latem trudno mi było wyjść w krótkich spodenkach, ale z tym produktem, już zimą powinnam bez obaw latać w szortach- oczywiście tylko w mieszkaniu =D
Myślę, że produkt jest godny polecenia. Wspomagany masażem może szybciej pomóc uporać się z brakiem jędrności naszej skóry. Polecając go wam zapraszam na stronę wizaz24, gdzie możecie go dołożyć do koszyka =)
Od sklepu otrzymałam również cienie do powiek. I nie wiem co z nimi zrobić. Są tak słabe, że nie potrafiłam wam nawet zrobić swatchy, a co dopiero pokazywać je na oku. Plus za to że przyszły dobrze zabezpieczone, co widać na zdjęciu poniżej. W środku są trzy odcienie niebieskiego, ale po zdrobieniu ostatniego zdjecia, aparat mi sie zbuntował. Ale nie macie czego żałować... Bubelek. I kropka.








